Sandaczowe podsumowanie lata

2018-08-30
Sandaczowe podsumowanie lata
Lato to czas ,gdy metabolizm fauny wodnej działa na najwyższych obrotach ,a dochodzące do siebie po tarle ryby  powoli nabierają właściwej sobie masy . Jest to również czas ,gdy wygłodniała po całej zimie spinningowa arystokracja przebiera nogami na pierwsze w roku sandaczowe noce.
Każdego sezonu swoje wędrówki po zmierzchu zaczynam od patrolowania okolicznych opasek. Są to tzw „bankówki” ze względu na zasobność w świeżo wykluty narybek i inne drobne ryby stanowiące podstawowe menu czerwcowych, mętnookich drapieżników.

Ten rok jest jednak całkowicie inny od klasycznych ,które pamiętam. Kwietniowo/majowe upały wywróciły cały schemat biologiczny ryb do góry nogami. Pierwsze, zazwyczaj bankowe noce kończyły się na przysłowiowym jaju z wielkim dylematem pod tytułem „co jest grane?!”. Podczas Kolejnego  z rzędu wypadu postanowiłem przesunąć swoje myślenie o miesiąc do przodu , zabierając niewielkie 5-7cm przynęty i robiąc szybki przelot po płytkich, piaskowo/żwirowych główkach ,gdzie często podczas lipcowych wędrówek za sumami zdarzało widywać mi się żerujące „przelotem” sandacze.  Na efekty nie trzeba było długo czekać. Systematyczne obławianie granic warkocza i sąsiadujących mu, niewielkich rynienek zaraz przed wypłaceniami bardzo szybko kwituje średniej wielkości, jeszcze nie wytartą (?!?!?!?!) ,spasioną rybą.

Po spotkaniu się z tą nietuzinkową sytuacją postanowiłem przesunąć swoje następne wyjazdy na początek lipca.  Po wymuszonej przerwie (sumienie nie pozwalało mi kłuć nie wytartych, zakwaszonych ikrą ryb) ruszyłem trochę dalej od domu na dużo bardziej ciekawe i trudniejsze odcinki swojej pięknej rzeki.  Na pierwszy ogień poszły ranty przykos i sąsiadujące im opaski. Miejsca z pozoru bardzo klasyczne i bardzo proste do przeanalizowania, jednak to tylko pozory. Każde z tych miejsc jest inne i nie da się znaleźć dwóch takich samych opasek ,czy dwóch takich samych przykos. W letnie wyjazdy ze względu na bardzo upalne dni i bardo parne noce staram się wyszukiwać jak najszybszych i w miarę możliwości jak najpłytszych wyjść z w/w miejsc w pobliżu kamienistych rynien wyżłobionych przez rzeczny uciąg. Woda w takich miejscach jest najbardziej natleniona dzięki rozbijającej się, wartkiej wodzie po usłanym kamieniami dnie. Pozwala tym z pozoru bardzo delikatnym drapieżnikom poprawnie funkcjonować i żerować.

 Obławianie takich miejsc wymaga odpowiedniego sprzętu. Niezbędnym wyposażeniem takich wypraw jest szybki kij z głębokim ugięciem pod rybą o długości 270-300cm z kołowrotkiem o rozmiarze 3000-4000 oraz nawiniętą plecionką 0,12-0,14 zakończoną przyponem z fluorocarbonu lub klasycznym stalowym przyponem (w zależności od przejrzystości rzeki). Hamulec kołowrotka  ustawiam tak, żeby delikatnie zagrał podczas brania.  Jest to kluczowe, gdyż zbyt mocne jego ustawienie może spowodować rozgięcie kotwic, bądź odbicie się ryby.
Na letnie, nocne, sandaczowe łowy zabieram zazwyczaj sprawdzone i przetestowane pozycje. Najczęściej są to drobno pracujące, migotliwe woblery o wielkościach 5-7-10cm. Warto być wyposażonym dosyć kompleksowo ,gdyż powinniśmy dostosowywać się do sytuacji aktualnie panującej na wodzie.
Obławianie zarówno rantów jak i opasek jest o wiele trudniejsze, jeśli robimy to z brzegu. Dużo ciężej jest poprawnie przeprowadzić wabki wzdłuż granicy rynny. Rozpoczynając obławianie miejscówki zaczynam od prostopadłych rzutów w kierunku nurtu i schodząc powoli wachlarzem w kierunku brzegu. Każdy następny rzut kieruję nieco poniżej poprzedniego tak ,aby dokładnie obłowić każdy centymetr wody kończąc na „krótkim dyszlu” wstawiając przynętę kilka metrów przed sobą dosyć agresywnie ściągając ją wzdłuż kamienistej burty. Dzięki takiemu ,z pozoru prostemu zabiegowi jesteśmy w stanie nakreślić sobie w głowie jak „układa się” woda na naszej miejscówce i gdzie należy przytrzymać ,a gdzie przyśpieszyć woblera.  Brań możemy się spodziewać praktycznie w każdym miejscu. Bardzo często zdarza się, że sandacz odprowadza przynętę aż pod nasze nogi i nie decyduje się na uderzenie. Aby zredukować ilość „pustych” odprowadzeń często staram się sprowadzając woblera napędzać jego pracę robiąc krótkie ruchy nadgarstkiem. Zainteresowanej przynętą rybie sugeruje to zrywającą się do ucieczki przed nim drobnicę. Bazując się na własnym doświadczeniu mogę spokojnie pokusić się o stwierdzenie, że 80% brań następuje właśnie w momencie takowego „zrywu”.

Tegoroczne lato dało mi tylko (a może aż- patrząc na wszem i wobec panujące w tym roku „bezrybie”) kilkanaście ryb i na złowienie każdej z nich trzeba było włożyć dużo pracy i serca, jednak przemyślenia wyciągnięte z wielu przyklepanych „Zer” to na pewno nauka na przyszłość ,którą z pewnością nie raz wykorzystam ,żeby dobrać się do kolejnych, letnich mętnookich bestii…
Tymczasem przed nami najpiękniejsza pora roku na nocne podchody, przed nami JESIEŃ!
Do zobaczenia nad wodą :)
Pokaż więcej wpisów z Sierpień 2018
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel