To był dobry rok! - Podsumowanie 2019

2019-12-18
To był dobry rok! - Podsumowanie 2019

Od wielu, wielu sezonów opierałem się na jeziorach. W tym roku postanowiłem dołożyć temat rzecznych wędrówek. Starałem się wykorzystać czas, którego nie było zbyt wiele. Kilka godzin w tygodniu po przeliczeniu na dni, nie wygląda kolorowo. Dzięki Bogu nie było większych problemów z pogodą, która była dosyć łaskawa. Zaczynając od sezonu podlodowego poprzez kolejne miesiące starałem się sukcesywnie realizować swój plan i chęć łowienia największych drapieżników. Podczas wypraw sprawdziłem bogatą ofertę Westin, a w wędkarstwie rzecznym całą gamę przynęt rękodzielników. Odwiedziłem nowe zbiorniki i rzeki w tym naszą królową Wisłę. Sezon nauczył pokory, bogatszy w nowe doświadczenia zbroje się do kolejnego. Mógłbym stworzyć małą książkę z całego sezonu, ale postaram się opisać najważniejsze rzeczy tutaj.

Wędkarstwo podlodowe

Sezon zaczynam wraz z pierwsza pokrywą lodową na mazurskich akwenach. Wędkarstwo podlodowe to dla mnie taki przedsmak sezonu i wisienka na torcie zarazem. Uważam, że to swego rodzaju kwintesencja wędkarstwa. Minimalistyczny zestaw, na którym hol dużego garbusa wynagradza nie zawsze sprzyjające warunki atmosferyczne. Ze względu na zmieniający się klimat zima od kilku lat jest dość krótka i nie zawsze pozwala wejść na lód tyle razy ile bym sobie tego życzył. Podczas wypraw staram się wybierać małe jeziora, przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo, ale także mniejszą presję wędkarską. Moją ulubioną przynętą jest błystka, która w szybkim czasie pozwala obłowić większy obszar jeziora. Zaliczyłem pierwsze zimowe 40 cm okonia – więc plan wykonany. Do tego spora ilość zacnych pasiaków sprawia, że mogę ten krótki zimowy sezon uznać za udany. 


Hol okonia na delikatnym zestawie to coś pięknego.

Pstrągi 

Pstrągami zaraziłem się w zeszłym sezonie, wiec w tym temacie tak naprawdę jeszcze raczkuję. Moje okoliczne rzeki są puste jeśli chodzi o te piękne ryby. Czekały mnie zatem dalsze wyjazdy, ale urok czystych górskich rzek wynagradza przejechane kilometry. W trakcie moich tegorocznych wędrówek nad rzeką udało mi się przechytrzyć kilkanaście pstrągów 30-40 cm. No cóż, wielkością nie powalały. Drugi rok z rzędu miałem kontakt z tą samą rybą 50 plus, ale niestety znowu to on wygrał. Żerujący lorbas ustawiony pod prąd wystartował do woblera Siek, niestety tylko mu się przyjrzał, a następnie wrócił pod zwalone drzewo. Kilka kolejnych prób nie przyniosło efektu. Postanowiłem zmienić kierunek rzutu i obłowić dołek z wartkim nurtem tuż przed konarem. Przynęta Westin Bloodteez 7,5 cm uzbrojona w krótki hak i w pierwszym rzucie zaliczam strzał tuż pod nogami. Ogromny  pstrąg po kilku sekundach na kiju spada. Duży niedosyt pozostał, ale bogatszy w nowe doświadczenia wrócę po niego! Nazwałem kropka Rysiek.


Przerzuciłem sporo średniaków, głównie na woblery Siek.

Klenie

Pierwsze wiosenne poranki, kiedy tylko rzeka unormuje swój bieg po roztopach to pogoń za kluchami. Mazurskie ciurki obfite są w klenie wyścigowce, ale te medalowe to już twardy orzech do zgryzienia. W tym roku wytypowałem nowe odcinki i był to strzał w pięćdziesiątkę. Potężna klucha wielkości karpia przysporzyła mi sporo problemów na lekkim zestawie, ale finalnie ląduje w podbieraku! Szybka miara 56 cm, kleń wyglądał jakby połknął piłkę(spokojnie około 3kg). Skuszona na Wobler Salmo Hornet prowadzony głęboko w rynnie. Jest to mój nowy PB! Ponad to wyjechała spora ilość fajnych kleni. Sprawdziły mi się woblery kleniowe Siek i Bielik. Latem były w planie także klenie na smużaki, ale inne gatunki pochłonęły mnie na dobre. Śmiało mogę stwierdzić że był to mój najlepszy sezon kleniowy, ale jestem przekonany, że kolejne będą jeszcze lepsze. 


Życiówka, która przysporzyła mi mnóstwo emocji


Było też sporo innych, bardzo przyzwoitych kleni

Szczupaki

Szczupaki zdominowały u mnie wcześniejsze lata. A jak było w tym roku? Muszę przyznać, że z lampartami nie miałem jakoś po drodze, w jakimś stopniu nawet odpuściłem. 1 maja oficjalne rozpoczęcie sezonu spinningowego nad mazurskimi jeziorami. Długi weekend majowy nie obfitował w szczupaki, więc skupiłem się na boleniach. Szczupaki były chimeryczne, schorowane po tarle i bardzo ciężkie do przechytrzenia. W perspektywie sezonu udało mi się ostatecznie zaliczyć kilka ładnych ryb w tym te przekraczające metr. Miałem również dużo przyłowów szczupakowych podczas okoni i sandaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że niedosyt pozostał, bo po dobrych wynikach wiosną i w tym przypadku liczyłem na życióweczkę. Nie udało się, ale sezon, w tym najgrubsze żarcie mamusiek jeszcze trwa. Kto wie? 

 
Piękny majowy szczupak, amator ShadTeeza 16 cm


Dla odmiany piękna mamusia z jesieni

Bolenie

Tak jak już wspomniałem, szczupaki w maju na moich wodach to nie było do końca to. Dlatego, kiedy wszyscy ruszyli nad jeziora, ja skupiłem się na boleniach. Mała presja oraz cisza nad rzeką to główne powody, dla których tu jestem. Jedyne co zakłóca mój spokój to bolenie atakujące drobnice z ogromnym impetem. Pierwsze wyjazdy za rapami przynosiły efekty, więc o szczupakach szybko zapomniałem. Udało mi się zaliczyć sporą ilość boleni, jak na mazurskie warunki. W tym ryby powyżej ósemki z kolejnym rekordem 81 cm na czele.  Sprawdziły mi się woblery Bielik Focus i Rapid oraz Siek Siga. W tym sezonie przełamałem także hegemonię woblerów jako przynęt boleniowych i złowiłem kilka fajnych ryb na gumy. HypoteezMegateez od Westina grały pierwsze skrzypce. Zarażony ,, Boleniozą” wybrałem się pierwszy raz nad Wisłę gdzie w pierwszym rzucie udało mi się ściągnąć pierwszą Wiślaną Rapę. Królowa skradła moje serce, w przyszłym sezonie na pewno wrócę w poszukiwaniu kolejnych srebrnych torped.



Focus od Bielika był kluczem do złowienia tej pięknej Rapy


... tej zresztą też :)


Kolejny piękny rapiszon. 

Sandacze

Sandacz był zdecydowanie głównym celem na ten sezon. Na przekór poprzednim, w tym roku zacząłem poszukiwać mętnookich z brzegu. Pierwsze czerwcowe wyjazdy od razu przyniosły efekty, a grube sandacze zaczęły cyklicznie pojawiać się w moim podbieraku. Mętnookie 80 plus to mocny przeciwnik szczególnie z brzegu wśród gałęzi drzew, ale i tym razem sobie poradziłem. Nie odpuściłem również łowienia z łodzi. Sprawdzałem regularnie stare miejscówki, które w większości niestety okazały się puste. Na Warmi udało mi się przechytrzyć pięknego sandacza 86cm! Zacząłem również szukać tych drapieżników nocą, co także okazało się bardzo dobrym ruchem. Zabrakło jedynie jesiennych zanderów ze względu na brak czasu. Sandaczy zbyt wiele na Mazurach nie zostało, więc z mojego wyniku jestem i tak bardzo zadowolony.


Westin KickTeez to idealna przynęta sandaczowa


Piękny czarnuch 

Okonie

Bardzo dużą część sezonu poświęciłem mazurskim okoniom. W tym roku całkowicie zrezygnowałem z lekkich zestawów okoniowych i przerzucania sportowych pasiaków. Po zeszłorocznej pięćdziesiątce poprzeczkę postawiłem wysoko ,,Łowie grubo albo wcale”. Okoń 40 cm był wyznacznikiem miary, a wszystko powyżej tej bariery sukcesem. Nie udało mi się pobić życiówki, choć zabrakło naprawdę niewiele. Okonie zdecydowanie dopisały, był to mój najlepszy sezon z garbusami w roli głównej. Złowiłem sporo ryb 40+ z największymi okoniami blisko 50 cm. Moim zdaniem jak na Polskie realia to niesamowity wynik. Selektywnie dobrane przynęty, modyfikowane zestawy, kolejne wnioski z wypraw sprawiły że wszystko ułożyłem w jedną całość. Czas spędzony z okoniami nauczył mnie pokory i wytrwałości nad wodą i jestem przekonany, że w przyszłym sezonie zaowocuje to nie jedną 5 z przodu. 


Westin ZanderTeez – jak widać okonie nie pogardzą małym sandaczem.


Westin Hypoteez 9 cm – dał mi największą ilość okoni w tym sezonie


Podsumowanie

Sezon 2019 był udany. Przede wszystkim stałem się dużo lepszym wędkarzem. Starałem się łowić w pewnych okresach rożne gatunki ryb drapieżnych aby wykorzystać sezon w 100%. Dołożyłem więcej rzecznych wyjazdów, z których jestem bardzo zadowolony. Wspólne wypady z Wiślanym wyjadaczami i cenne wskazówki pomogą mi także dobrać się do ryb w mojej okolicy. Bogatszy w nowe doświadczenia szykuje się na przyszły sezon na mazurskich jeziorach i nie tylko. Do mojej drabinki nie dołożyłem pierwszego suma na spinning i Wiślanej brzany, ale co się odwlecze to nie uciecze. Cele na przyszły sezon? Myślę że będzie on wyglądał podobnie jak ten. jak czas pozwoli dołożę więcej wyjazdów w Polskę. Na pewno Wisła, ale być może Odra oraz pstrągowe rzeki. Życzę każdemu takiego sezonu jak mój, a sobie, żeby kolejne były jeszcze lepsze.

PS. Wszystkie ryby przedstawione na zdjęciach są z Mazur. Nasza ,,Szwecja” nie jest wcale taka pusta!

Damian Góra.

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel