Kleniowe przedwiośnie

2019-04-04
Kleniowe przedwiośnie

Kiedy zacząć łowić klenie?

Dobre pytanie... Klenie to nie misie i nie zapadają w sen zimowy. Jak wszystkie ryby żerują przez cały rok, ale próby łowienia ich w niektórych okresach na spining to bardziej desperacka gehenna niż skuteczne wędkowanie. Nie da się wskazać jednoznacznie dobrej daty na rozpoczęcie przygody z tymi rybami, tym bardziej w naszym szalejącym i nieprzewidywalnym ostatnimi laty klimacie. Odpowiedni moment może w jednym roku przypaść na początek marca, a w innym na przełom marca i kwietnia, czy nawet jego połowę. Tak jak ważne jest czytanie wody na powierzchni rzeki, tak i w tym przypadku musimy nauczyć się czytać znaki, które przekazuje nam natura. Gdy zaobserwuję na ponurych, przyblokowych trawnikach, kontrastujące intensywną zielenią listki przebiśniegów to dla mnie pierwszy z takich znaków. Kolejny, to rojące się małe muchówki w promieniach południowego słońca i przemykające gdzieniegdzie mozolnym lotem większe owady. Do pełni szczęścia potrzeba tylko, by od kilku dni utrzymywała się w miarę stabilna temperatura, oscylująca w okolicy 10 C w dzień i nie spadająca znacznie poniżej 0 w nocy. Idealnie, jeśli do tego nad wodą zastaniemy pięknie świecące słońce. Przy tej kompilacji jestem praktycznie pewien, że TO już! 

Gdzie szukać kleni wiosną?

Oczywiście kolejnym istotnym składnikiem sukcesu jest odpowiednie dobranie łowiska. Jak wiadomo im rzeka jest większa, tym później „odpala”, dlatego na pierwsze wyprawy kleniowe wybieram małe nizinne rzeki oraz górne odcinki średnich dopływów dużych mazowieckich rzek. Woda w tych miejscach z reguły jest niezbyt głęboka i węższa niż w środkowym czy ujściowym biegu rzeki, co ułatwia spenetrowanie małą przynętą przydennych partii wody, w których aktualnie przebywają jeszcze ryby. Istotnym warunkiem jest, by wytypowany przez nas odcinek był miejscem, w którym ryby przebywają cały rok. Omijam w tym okresie typowe „bankowe”, letnie „miejscówki”. Wszelkiego rodzaju szybkie wypłycenia ze żwirowym dnem i rwące, kamieniste przelewy. Tutaj klenie pojawiają  się okresowo w ciepłych miesiącach, aby jesienią powrócić na zimowiska, których będą się trzymać do wiosny. Idealnym, podręcznikowym „placem boju” są dla mnie teraz pozornie nudne, proste, łąkowe fragmenty z równym, średnim uciągiem. Dość głębokie, podmyte burty z licznymi zastoiskami,między wegetującymi kępami traw i trzciny, stwarzają doskonale warunki do odpoczynku dla jeszcze mało aktywnych w niskiej temperaturze wody ryb. Taka, jak to mówią rasowi trociarze, keltowa prostka, tylko w rozmiarze XS... no i bez keltów :)


Moja typowa miejscówka na początek sezonu

Jaka przynęta na klenia?

Czas na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli przynęty! Wielu moich znajomych, w tym wczesnym okresie, łowi klenie na małe gumowe przynęty imitujące żabki, pijawki oraz wszelkiego rodzaju przydenne larwy i wodne robale. Absolutnie nie neguję takiego łowienia, ale ja uważam je za nudne, monotonne i mało skuteczne. Próbowałem, coś tam nawet łowiłem ale sądzę, że są inne, dużo skuteczniejsze przynęty, do których zaraz przejdziemy a gumy oczywiście mam w pudełku, lecz okoniowym - tam gdzie ich miejsce :). Jak już wcześniej wspomniałem, na przedwiośniu klenie trzymają się dna i raczej niechętnie podnoszą się do przynęt poprowadzonych zbyt wysoko nad ich głowami. Są jeszcze leniwe i ospałe po zimie, a ich podstawowe menu stanowią głownie żyjące na dnie, wszelkiego rodzaju małe bezkręgowce. O ile wiosną, opychając się najpierw żabami a następnie narybkiem i owadami spadającymi na powierzchnię, chętnie atakują przynęty prowadzone w każdej partii wody, o tyle u schyłku zimy, trzymam się dwóch podstawowych zasad: łowię jak najbliżej dna i prowadzę jak najwolniej, z częstymi przytrzymaniami i graniem przynętą w miejscu. Do takiego łowienia 90% zawartości mojego pudełka stanowią głęboko schodzące woblerki w rozmiarze 2-3 cm ze sterem typu SDR oraz... cykady, tak te przynęty, które są niby fajne, niby ładnie pracują ale większość wędkarzy i  tak sięga po nie w ostateczności i bez przekonania.



Amator cykady

Moim zdaniem, mała cykada jest wręcz stworzona do łowienia „pierwszych” kleni. Malutka przynęta o świetnej lotności, momentalnie opadająca do dna, pracująca niczym wobler i dająca jednocześnie możliwość prezentacji na każdej głębokości poprzez zmianę wysokości uniesienia szczytówki czy tempa prowadzenia. Moim ulubionym modelem, który dał mi już wiele pięknych kleni i jazi oraz przyłowów rozmaitych gatunków jest UKLEJKA 2,5g marki SPIN-MAD.


Jazie wręcz uwielbiają uklejkę SpinMad.

Kolejnym modelem przynęty, bez której nie ruszyłbym się z domu nad kleniową rzekę, jest wobler OSKA L firmy SIEK. Ten dwucentymetrowy maluch, dzięki swej konstrukcji steru, potrafi zejść momentalnie na tak dużą głębokość jak chyba żaden wobler o podobnych rozmiarach. Migocze drobniutko swą gęstą, ogonową pracą, trzymając się przy tym doskonale nawet bardzo silnego nurtu. Wobler ten nie „gaśnie” nawet trzymany w miejscu, w bardzo wolnym uciągu. Jednym zdaniem - przynęta idealna na wczesnowiosenne klenie i  jazie. Wabik, którym po wypuszczeniu w dół rzeki, możemy grać bez końca w potencjalnych stanowiskach ryb, przed ich „nosami”.


Ten kleń nie potrafił się oprzeć Osie L

Oczywiście poza moimi osobistymi kilerami, które wymieniłem powyżej, mam w pudełku także inne woblery. Tak jak wspominałem, głównie w wersjach głęboko nurkującach. Nie należy jednak zapominać, że ryby to ryby i potrafią być kompletnie nieprzewidywalne, więc zawsze trzeba posiadać przy sobie także garść przynęt na specjalną okazję takich jak: mała obrotówka, kilka smukłych i kilka pękatych płytko-schodzących woblerów czy nawet jakiś smużak, bo takie dziwactwa jak zbierające z powierzchni klenie w środku zimy też widywałem :)

Jeśli chodzi o kolorystykę , to Ameryki raczej tu nie odkryję. Używam przede wszystkim naturalnych, stonowanych kolorów przynęt od odcieni srebra, złota czy brązu z ciemnym, niebieskim, oliwkowym grzbietem po kompletnie czarne przynęty ze złotymi akcentami czy z żółtymi kropkami. Nie rzadko wodę otwiera jednak ponadczasowe malowanie imitujące osę - w żółtym kolorze w czarne paski czy naturalny wobler z jakimś wzbudzającym agresję jaskrawym celownikiem.


Moje ulubione przynęty, uklejka 2,5g Spin-Mad oraz Oska L Siek 

Jak łowić wiosenne klenie?

Moje techniki obławiania rzeki i prowadzenia przynęt są raczej proste, chociaż wymagają od wędkarza sporych pokładów cierpliwości. W zasadzie łowienie kleni  jest bardzo podobne do polowania na zimowe pstrągi z woblerem. Rzucam przynętę możliwie najbliżej drugiego brzegu i sprowadzam ją wachlarzem pod brzeg na którym stoję, robiąc to najwolniej jak to możliwe. Jeśli siła nurtu mi na to pozwala, staram się sprowadzić przynętę pod swoją burtę bez użycia kołowrotka, kontrolując delikatnymi podciągnięciami szczytówki jej pracę, by nie nie przygasała w zawirowaniach uciągu. Jeżeli podczas takiego spływu nie nastąpiło branie w środkowej części rzeki, rozpoczynam zabawę wzdłuż brzegu, poniżej mojego stanowiska. Tutaj możemy prowokować ryby podczas jednego przeprowadzenia  tak długo, jak tylko pozwala na to nasza fantazja i cierpliwość. Co chwila przytrzymuję przynętę na kilka lub kilkanaście sekund, by za moment po delikatnym szarpnięciu kijem czy krótkim podkręceniu kołowrotkiem powtórzyć tę czynność. Używając woblerów, lubię wybierać wersje pływające. Dzięki ich wyporności, jestem w stanie podciągać je delikatnie pod prąd po czym odpuszczać, przesuwając szczytówkę powoli w dół rzeki, zachowując przy tym cały czas pracę wabika. Takie prowokowanie ryb pracując „na wstecznym” bywa piekielnie skuteczne podczas łowienia nieco drętwych kleni i jazi, które odprowadzając początkowo przynętę wzrokiem decydują się nagle na uderzenie. Tak zaprezentowany wobler imituje małą rybkę, która walczy z prądem, próbując płynąć w górę rzeki, jednak jest na to zbyt słaba. Idealny, łatwy kąsek dla każdego drapieżnika! Jak podkreślałem już wcześniej, o ile w pełni wiosny prowadzę przynęty w połowie wody, pod powierzchnią czy nawet na niej, to teraz staram się by wobler lub cykada znajdowały się cały czas w okolicy dna, czyli tam gdzie mają szansę zagrać przed samym pyskiem klenia, nieskorego do długich, pochłaniających cenną energię w chłodnej wodzie ataków. Nie mniej ważne od odpowiedniego prowadzenia przynęty  jest podejście do łowiska. Oczywiście nie namawiam nikogo do czołgania się w barwach bojowych z błota niczym komandos z oddziału Delta Force, bo to oczywista przesada. Jednak ze względu na brak wyższej roślinności na brzegach, w której możemy się skryć o tej porze roku i często czystą, pozimową, chłodną wodę, staram się poruszać jak najciszej, w pochylonej pozycji. Jeśli tylko to możliwe podaję przynętę znajdując się jak najdalej od wody, z reguły w pozycji klęczącej. Jeżeli zawsze łowiąc klenie i jazie, przyświecała Wam zasada, że „jak ma wziąć to walnie nawet jak będę se nogi moczył i śpiewał” to weźcie moje rady ze sobą chodź na jedną wyprawę, a gwarantuję, że będziecie zszokowani jak wiele ryb można zaciąć pod samymi nogami, jeżeli tylko postaramy się być dla nich niewidoczni.



Pierwsza kluska tego roku, a w pyszczku oczywiście Oska L w naturalnych kolorach 

Jaki sprzęt na klenia?

Na koniec słów kilka o sprzęcie. Lubię, łowiąc tak ostrożne i płochliwe gatunki jak klenie czy jazie z małych rzek, używać długich wędek. Nie chodzi tu już nawet o to, że takie wędzisko poprawia właściwości rzutowe. Kij minimum 2,70 m daje mi komfort obławiania przybrzeżnych rynien, zalanych traw (przy których uwielbiają się kręcić dorodne jazie) bez podchodzenia blisko brzegu, nad samo lustro wody. Nie obawiam się, że spłoszę rybę, która pływa blisko mnie, poprzez rzucenie na wodę swojego cienia czy przez przypadkowy gwałtowny ruch. Aktualnie używam wędki Mikado Specialized Chubster 2,75m o ciężarze wyrzutu 2-12g, do której mam podpięty kołowrotek Shimano Stradic Ci4+ w rozmiarze 2500, z nawiniętą plecionką Varivas light game 0,3 PE. Tak, łowię na plecionkę. Miękki kij, świetnie amortyzujący każdy ruch ryby i dobrze ustawiony, precyzyjny hamulec kołowrotka, sprawiają, że nie odnotowuję więcej spadów ryb niż wędkarze łowiący żyłką a wrażenia z kleniowych, atomowych brań i holu mam o niebo lepsze. Na końcu dowiązuję przypon z fluorocarbonu lub żyłki grubości 0.18-0.20mm, by uczynić linkę przed przynętą bardziej niewidoczną dla ryby, chodź tak naprawdę chyba robię to bardziej dla spokoju własnego sumienia :). Ponadto  zawsze należy pamiętać o sporym podbieraku na plecach, gdyż podbieranie ręką dużego klenia, który wije się kręci to nienajlepszy pomysł.


Ten zestaw jeszcze nigdy mnie nie zawiódł 

I jeszcze najważniejsza sprawa! Gdy już uda Wam się złowić tę śliczną, waleczną rybę i będziecie się zastanawiać co dalej... Podpowiedź na obrazku poniżej :). Zwróćcie jej wolność, rzeka na pewno odwdzięczy się na kolejnych wyprawach. Walorów kulinarnych kleń nie ma żadnych, ale jest za to bardzo sportową rybą, która nie raz jeszcze dostarczy Wam i innym wędkarzom wspaniałych emocji podczas holu.



                                                                                                                                                                                      Kamil Grzelak
Pokaż więcej wpisów z Kwiecień 2019
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel